W mroźne, lutowe popołudnie, gdzieś w okolicach Łodzi, powietrze mroźne i przejrzyste jak kryształ, ziemia skrzypiała pod stopami od zimowego chłodu a mróz malował na szybach delikatne ornamenty, jakby sama natura chciała podpisać się pod tym dniem.

W tej scenerii Ewa i Krzysztof powiedzieli sobie „tak”.

Wesele na ponad 120 osób miało w sobie rozmach, lecz ani odrobiny przesady. Styl i klasa, obecne w detalach, w starannie dobranej lokalizacji, w subtelnych kompozycjach kwiatowych, które ogrzewały przestrzeń swoją obecnością. Rodzina i przyjaciele tworzyli krąg ciepła, w którym mróz tracił znaczenie. Słychać było śmiech przeplatany wzruszeniem, rozmowy przy stołach i muzykę.

Ewa niosła w sobie spokój kobiety pewnej swojej decyzji. Krzysztof, wzruszony, skupiony i dumny. Były łzy i masa emocji. Łzy rodziców i przyjaciół gdy padły słowa przysięgi oraz w wielu momentach podczas wesela. Sala elegancka, bez zbędnego przepychu, z wyczuciem proporcji, z harmonią między tradycją a nowoczesnością. Każdy element zdawał się mówić: „to zostało przemyślane”. To było wesele zorganizowane z klasą.

Za oknami panował luty, mroźny, surowy, oszczędny w kolorach. W środku zaś kwitła miłość. Ciepła, obecna, prawdziwa.

Dla Ewy i Krzysztofa to początek wspólnej drogi, zapisany w tańcu, w spojrzeniach, w dotyku dłoni. A luty, choć mroźny, tego dnia stał się najcieplejszym miesiącem w roku.

Dzień, który zapamiętam na długo i cieszę się, że mogłem być jego częścią.